Turyści którzy przyjeżdżają do Sewilli zadają mi różne różniste pytania bazując na zasłyszanych lub wyczytanych gdzieś tezach na temat Hiszpanów, zwłaszcza tych z południa kraju. Jakiś czas temu zauważyłam, że niektóre z nich dość często się powtarzają. Wiele z tych tez bazuje na niekoniecznie prawdziwych informacjach przekręconych jeszcze z 1000 razy. Wiecie, to działa tak jak plotka. Oczywiście wszystkie te błędne przekonania z chęcią wyjaśniam i na pytania odpowiadam. Pomyślałam jednak, że na wszelki wypadek, dla tych którzy nie będą mieli okazji zadać mi ich osobiście, przygotuję małe vademecum. Może komuś pomoże, a ja lubię pomagać 🙂

Plaża w Matalascanas

Niektóre z tych przekonań są naprawdę małego kalibru, jak choćby te o tapasach czy pomarańczach. To takie błahostki, które łatwo i szybko można wyjaśnić. Są jednak i takie które budują naprawdę krzywdzący i fałszywy obraz kraju. Czytajcie więc uważnie, a w przypadku pytań dodatkowych… wiecie gdzie mnie szukać :p

1. Tapasy to takie małe kanapeczki
To chyba pokłosie informacji które turyści otrzymują w typowo turystycznych barach, gdzie w ofercie jest zazwyczaj „zestaw tapas”. I stąd potem przychodzi taki turysta i mówi, że on nie chce zjeść carillady, sałatki, szpinaku czy boquerones (wstaw dowolne danie), tylko on chce tapasy. Obalmy ten mit. Tapasem może być wszystko co zjemy na małym talerzyku w porcji dla jednej osoby w formie przekąski i co kucharz w danym barze uzna za opłacalne podanie w takiej formie. Co to oznacza? A no to, że to co jest serwowane w wersji tapas w jednym barze, nie zawsze będzie tapasem w drugim. Albo inaczej, niektóre bary oferują tapas tylko gdy stoimy lub siedzimy przy barze, ale gdy już pójdziemy do stolika (nawet plastikowego i niepozornego) kelner zaproponuje na duże porcje (platos). tak jakbysmy byli w restauracji. Wytłumaczę na przykładzie. W Barze Santa Marta (Calle Angostillos,2,Sevilla), jest wersja stałych tapasów oraz codziennie zmieniana listę tapasów dnia, które znajdziemy wypunktowane nad barem. Możemy je zamówić jeśli jesteśmy wewnątrz baru siedząc przy wysokich stolikach lub bezpośrednio przy barze. Jeśli jednak zechcemy usiąść przy stolikach na placu przed budynkiem, otrzymamy już kartę gdzie możemy zamówić tylko duże porcje. Inny przykład: najpopularniejszym tapasem w Sewilli jest ensaladilla rusa, czyli coś na kształt naszej sałatki jarzynowej. W większości barów dostaniemy ją zarówno w wersji tapas jak i platos, ale w barze Cerveceria Puerto Plata (Calle Joaquín Hazañas, 2,) otrzymamy ją tylko w dużej porcji. Wiem brzmi skomplikowanie, ale da się przyzwyczaić, a najważniejsze to nie frustrować się gdy na początku, przy pierwszym lunchy pogubicie się w tych zasadach. To się zdarza nawet tubylcom.
2. Sewilla ma pewnie publiczne baseny na każdym kroku.
Nie mamy. Dokładnie Sewilla nie ma ani jednego. Na terenie miasta znajduje się jeden hotel z basem i ogrodem, z trawą (to naprawdę tutaj rzadkość) i leżakami dookoła. Jeśli więc planujecie wakacje z byczeniem się na basenie pod palmami, sorry, ale wybraliście zły kierunek. Ale, ale. To nie tak, ze Sewilla nie ma wam nic do zaoferowania w zamian. Sporo hoteli oferuje bary a nawet restauracje z basenami na dachach. Piękny widok w gratisie do drinka.
3. Pomarańcze Hiszpanie zbierają z ulicy.
To prawda, że Sewilla to jedna wielka plantacja pomarańczy, ale jest to gorzka odmiana owoców, więc zjadanie ich prosto z drzewa jest dalekie od przyjemności. Dobrze sprawdzają się jako piłki do kopania przez dzieci i jako składnik pomarańczowej marmolady, popularnej w Wielkiej Brytanii. Plusem drzewek pomarańczowych na każdym kroku jest też całkiem intensywny zapach jaki wydzielają zarówno kwiaty jak i już dojrzałe owoce. Ciekawostka: Drzewka pomarańczowe w okresie Bożego Narodzenia pełnią funkcję choinek i ozdabia się je lampkami.
4. Hiszpanie są strasznie leniwi.
Są gadatliwi, to prawda, ale leniwi absolutnie nie. To jest to wielkie międzykulturowe nieporozumienie. Możecie mi wierzyć lub nie, ale oni po prostu inaczej postrzegają upływający czas oraz wymiar pracy. Dla nich wyrażenie „marnowania czasu” prawie nie istnieje. Widzisz jak ktoś leży na kanapie i myślisz „ale marnuje czas”. Jednak Hiszpan spojrzy na to inaczej. On pomyśli „ten człowiek po prostu odpoczywa, należy mu się bo jest zmęczony”. To jest jedna z tych rzeczy, których my moglibyśmy się od nich uczyć. Kiedy jest czas na pracę to czas na pracę, ale równie produktywnie wykorzystają czas na odpoczynek. Zazdro. Ja się ciągle tego uczę i jeszcze długa droga przede mną.
5. Hiszpanie nie są punktualni.
To chyba największy mit i największa bolączka samych Hiszpanów, pośrednio związany z tym „innym postrzeganiem upływającego czasu”. Bardzo z tym walczą. Wiem, bo wielokrotnie kiedy mi samej nieumyślnie zdarzyło się spóźnić na spotkanie, otrzymywałam ostrą reprymendę, jak to Hiszpanów postrzega się jako spóźnialskich, ale oni bardzo szanują swój czas, bo chociażby w tym czasie kiedy na mnie czekali, mogli się zdrzemnąć, lub zrobić coś co przybliżyłoby ich do możliwości drzemki.
6. Siesta to 3 godziny spania.
Absolutnie nie, Ci ludzie pracuje, daję wam moje słowo. Nie mogę kimać się na krześle w pracy, nie mogę rozłożyć leżanki przed komputerem w biurze, to tak nie wygląda. Ta kilkugodzinna przerwa to po prostu przerwa na posiłek. Oczywiście jeśli ktoś ma możliwości powrotu do domu, lub pracuje w domu, rzeczywiście je i po posiłku idzie chwilkę odpocząć, napije się popołudniowej kawy, ale potem wraca do pracy. Siesta zaczyna się ok 13.30 – 14 i trwa ok do godziny 17. Jedna dotyczy to zazwyczaj lokalnych firm lub mniejszych sklepików. Duże firmy i sieciówki pracują trybem normalnym, europejskim. Pracownicy mają wolny lunch, tak jak wszyscy inni pracownicy firm i korporacji.

To póki co tyle, jeśli pojawią się jeszcze jakieś błędne twierdzenie na pewno wrócę i uzupełnię ten tekst. No i oczywiście dam wam wtedy znać. Tymczasem miłego dnia wam życzę 🙂

Kilka błędnych przekonań Polaków na temat Andaluzji i Hiszpanii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *